Przedstawiamy wyjątkową minipowieść osadzoną w świecie Neuroshimy, uzupełnionym o wątki z powstającego dodatku Chicago. Hibernatus to wciągająca i pełna akcji opowieść o utraconej tożsamości, odnalezionej miłości i mrocznych sekretach Miasta Śmierci. Poczuj, jak to jest, obudzić się o trzydzieści lat za późno...
Obudziłem się w jakiejś kapsule. Głowa bolała mnie, jakby ktoś wbił mi rozżarzony pręt w nasadę czaszki. Ręką wymacałem coś, jakby złącze, które spinało mnie z maszyną... Wyjąłem to paskudztwo i zemdlałem. Kiedy znowu się ocknąłem, stał nade mną jakiś człowiek. Wyglądał jak żebrak - brudne łachmany, zarośnięta twarz, popsute zęby. Tylko posturę miał inną. Nie widziałem jeszcze żebraka zbudowanego jak sportowiec. No i w ręce trzymał M4. Kiedy odezwał się do mnie, ledwo poznałem, że mówi po angielsku. Nie uwierzysz jak przez te trzydzieści lat zmienił się nasz język.
Tak jak i trailer tak i pełna wersja jest rewelacyjna. Za mało naszych co prawda w tym Chicago i pod koniec, w ostatnim rozdziale troszkę za bardzo sie chaotycznie zrobiło (pogubiłem sie w kwestii kto kogo, jak czym i po co w czasie walki z Banderasem) ale ogólnie było to naprawdę rewelacyjne. Mam nadzieje, że za jakiś czas pojawi się ciąg dalszy...
Szczególnie podobało mi się przechodzenie między klimatami. Od zwykłego pos-apo na początku, przez obyczajówkę, następnie Świat Mroku, znowu poast-apo aż po horror pod koniec i czarną operację na zakończenie. Podsumowując...jak w tytule
no mi również się podobało i bardzo dobrze korektorowało Co więcej, zaraz po tym, jak skończyłem korektę, przeczytałem drugi raz, ot dla przyjemności. Nie zdarza mi się to zbyt często. Tak jak napisał Wierzbowski, każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Postaci są porządnie zarysowane, da się je lubić, a to duży plus, bo moim zdaniem to właśnie bohaterowie są najważniejsi w opowiadaniach. Do tego dochodzi klimat, który czuć wszędzie, choć w różnych miejscach nieco inny. Najbardziej mi przypasował w momencie, kiedy wchodzili do Zony. Jedyne co mi się nie podobało, to szczęśliwe zakończenie. Nie wiem czemu, ale jakoś mi tak trochę nie pasowało do reszty treści. Może przesadzam, ale wydaje mi się, że lepiej by było jakby jednak nie odjechali w stronę zachodzącego słońca Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie jest jednym z najlepszych, jakie zostały opublikowane na Orbitalu. Gratuluję
Kawał wspaniałej literatury przygodowej. Mam nadzieję, że komiskowa konwencja okładki również trafiła Wam do gustu
Czytając Hibernatusa, naprawdę doznawałem przyjemnych wrażeń. Poza wspomnianym miksem klimatów i wartką akcją, motywowało mnie dotarcie do fragmentu poświęconego Chicago. Warto było - bez mała mogę stwierdzić, że Konor pokazał mi, jak pisać o Zonie
Polecam, naprawde polecam. jest tego 50 stron, ale lektura idzie wartko, jakbyśmy studiowali oferte banku w tramwaju
Przyznaję... Kilka takich właśnie "korektorskich" smaczków zepsuło zabawę. Korektę radzę robić standardową (trzy razy) i ze słownikiem w dłoni. Treściowo tekst jest świetny.
Z tą korektą to nie przesadzajcie. Jeden wyraz nie niszczy książki! Przecież nawet we Władcy Pierścieni czy Harrym Potterze się doszukałem literówek, a i tak książka jest świetna.